Czeska Jolana, a polski DEFIL.

I jedna, i druga firma to legendy przemysłu muzycznego wschodniej Europy. Jestem przekonany że każdy muzyk, który choć trochę interesował się historią gitary zna obie te marki, ma o nich wyrobioną swoją opinię. W tym wpisie chciałbym poruszyć ten temat, pokazać jak – moim zdaniem – jest naprawdę.

Mianowicie: często porównuje się Jolanę do DEFILa, stawia się ją na tym samym poziomie. To błąd. Dlaczego?

Dlatego że to dwa zupełnie inne podejścia do tworzenia instrumentów. Zupełnie inny poziom wykonania, inne możliwości, inne materiały użyte do produkcji.. stąd tak bardzo intryguje mnie fakt wrzucania Jolany do jednego wora wraz z DEFILem. DEFIL w miarę sensowne instrumenty zaczął robić pod koniec lat 80., na początku 90., u schyłku produkcji seryjnej. Oczywiście i wcześniej trafiały się egzemplarze wykonane lepiej, ale była to zdecydowanie loteria jakościowa.. z tego co wiem, dolnośląska fabryka głównie na początku zatrudniała lutników lub osoby po prostu związane w jakiś sposób z tworzeniem instrumentów. Na przykład Pana Macieja Mensfelda który w DEFILu odbywał swoje praktyki zawodowe.

3687794

Jednak w kolejnych latach osoby tam zatrudnione były osobami po prostu przydzielanymi na dane stanowisko z urzędu – miały określoną funkcję, niekoniecznie wiedząc czemu ma ona służyć czy jakie znaczenie ma ona dla całego instrumentu. Przez ręce przeszło mi kilka gitar DEFIL– czy to słynny Kosmos, czy Luna 22, Melodia 2 – brak w tych gitarach jakiegoś pomysłu, brak w nich lutniczej ręki. Gryfy są niewygodne, źle wyprofilowane, progi nabite niestarannie, wysoka akcja strun praktycznie niemożliwa do wyregulowania.. Błędy pojawiały się już na pewno na etapie projektu gitary, ale myślę że to właśnie brak umiejętności pracowników czy też brak  sensownej kontroli jakości wpłynęły na tak złą renomę DEFILa. Zakładając fakt że to gitarzyści sprawdzaliby gitary przed wypuszczeniem ich w świat… po prostu nie sądzę że ktoś byłby w stanie przymknąć oko na takie mankamenty jak chociażby kompletnie niewygodny profil gryfu w większości gitar.

I w tym momencie wkracza Jolana. Tu sprawa przedstawia się kompletnie inaczej. Oczywiście nie chcę niczego przebarwiać, ani mówić że Jolana to instrumenty z górnej półki – tak nie jest, ale na pewno gitary od naszych południowych sąsiadów prezentują poziom wyższy od rodzimego wyrobu z Lubina. Jestem kolekcjonerem gitar Jolana i mogę stwierdzić że Czesi przykładali się do swojego rzemiosła o wiele bardziej. Weźmy na przykład instrumenty o konstrukcji hollow-body. Melodia 2 którą miałem przez krótki czas była w pełni oryginalna, nic nie było w niej wymieniane, próbowałem ją regulować – na marne. Jaki był mankament? Źle wymierzone mocowanie gryfu w korpusie. Gryf został zamocowany pod złym kątem czego rezulatatem była akcja strun sięgająca ok. 3cm przy idealnie prostym gryfie. I to zostało wykonane fabrycznie.

defil-melodia2-d0
źródło: gitarrenfundgrube.de

Z kolei czeskie Jolany Tornado, Special, Studio czy inne, to zupełnie co innego. Te gitary do tej pory mają się dobrze, o ile były szanowane, i są wykorzystywane nawet studyjnie. Z tego co wiem to na przykład płyta Meli Koteluk została nagrana na gitarze Jolana Graziella Special. Sam używam swojej Jolany Alexis 2 Super Bass do grania prób, nie widziałbym problemu żeby wykorzystać ją scenicznie czy także w studio. Pan Marcin Pendowski, doskonały basista, używa wielu gitar profesjonalnych, high-endowych Fenderów, widziałem u niego Foderę – scenicznie używa także Diamant Bassa którego kupił jeszcze za czasów liceum (można go podejrzeć na nagraniach z Fisz Emade Tworzywo). Ponadto ma w swojej kolekcji inne basy Jolany, m.in. Galaxis czy Iris.

Biorąc do ręki Jolanę Diamant, jedną z moich ulubionych gitar, czuję że ta gitara ma duszę. Że jest w niej ponad 30 lat historii, że ktoś się do niej przyłożył i postanowił dopilnować żeby gitara była wykonana na możliwie (!) najwyższym poziomie. Jolana funkcjonowała w bloku państw komunistycznych, gdzie bardzo trudne było uzyskanie dobrze wysezonowanego drewna. Powtórzę to co już mówiłęm – nie mówię że te gitary wyprzedzają o lata świetlne zachodnie konstrukcje – ale też nie twierdzę że są gorsze. Na Jolanie Grazioso karierę zaczynało sporo klasowej sławy muzyków, m.in. Eric Clapton. Teraz są to niesamowicie rzadkie i bardzo poszukiwane instrumenty, o wysokiej wartości kolekcjonerskiej. W fabrykach Jolany produkowano instrumenty dla takich marek jak Epiphone, Kramer, Spector, Dean czy B.C.Rich. Czeskie Deany Z79 czy Epiphone’y LP to doskonałe instrumenty, wykonane ze starannością o każdy szczegół. Co ciekawe, niedawno dotarłem do bardzo ciekawych zdjęć archiwalnych, na przykład jak to – przedstawiciele Schallera w czeskich Horovicach, czy chociażby pani z ładnym, czeskim Kramerem:

Tak jak wspominałem, DEFIL potrafił zrobić dobre instrumenty. Seryjny Aster Rock to już całkiem udana konstrukcja z osprzętem Presto, humbuckerami Muzy które były – podobno bardzo udaną – kopią przetworników DiMarzio DP100. Aster Bass to fantazja na temat fenderowskiego Jazz Bassa, także na osprzęcie Muzy/Presto.  Problemem natomiast było to że tych gitar powstało zwyczajnie za mało aby mogły w jakikolwiek sposób odmienić losy firmy. Aster Rock wszedł do produkcji seryjnej, niestety bardzo krótkiej i w rezultacie powstało naprawdę niewiele egzemplarzy. Aster Bass powstał w naprawdę śladowej ilości, tak samo jak prototypy: Aster Rock Lux, Aster Rock Lux STR czy inne, ciekawe projekty DEFILa. Podobno gitary klasyczne i akustyczne wykonane były na całkiem dobrym poziomie – eksportowano je nawet na Kubę. Jednak to modele jak Aster, Tosca, Kosmos, Jazz najczęściej trafiały do rąk młodych gitarzystów z PRLu i były przez nich szczerze znienawidzone. Pomimo upływu czasu te gitary wciąż nie osiągają większej wartości, chociażby kolekcjonerskiej.  Sam Andrzej Nowak, znakomity gitarzysta z zespołu TSA, przyznał że zaczynał na gitarze Jazz DEFILa– i pomimo tego że był to słabo wykonany instrument, dawał jednak możliwość grać, można było na nim czegoś się nauczyć i jak widać dał początek wspaniałej karierze.
DEFIL trzeba szanować za jedno – na tych gitarach, mimo wszystko, wykształciły się pokolenia polskich muzyków, którzy później zakładali zespoły i tworzyli wspaniałe utwory, które teraz są absolutną klasyką polskiej muzyki.

Uważam że warto jest rozpatrzyć jeszcze jeden fakt. Dowiedziałem się że mój Mensfeld Telecaster ze zdjęć poniżej został wykonany z drewna które pochodziło z DEFILa. Pan Mensfeld regularnie kupował drewno z tej fabryki i potrafił zrobić dobre gitary co jest jedynie potwierdzeniem mojej teorii że w DEFILu zabrakło niekoniecznie materiałów – bo z osprzętem Muzy albo póżniej Presto można było zrobić dobry instrument – ale umiejętności. Zabrakło wcześniej wspomnianej lutniczej ręki, która w Jolanie z kolei widoczna jest bardzo dobrze.

Z jednej strony żałuję że DEFIL nie został wizytówką polskiego lutnictwa. Był potencjał, do pewnego stopnia były możliwości – można było to wykorzystać.

Z drugiej strony jednak w Polsce jest wielu bardzo dobrych lutników, którzy potrafili wykonać  doskonałe  instrumenty, już od lat 50. i 60. (mam tutaj na myśli chociażby gitary ALKO).

I to jest własnie ideą tego bloga – pokazać że polscy lutnicy od wielu lat tworzą wspaniałe instrumenty, które niekoniecznie są doceniane. Marek i nazwisk jest sporo.. mam nadzieję że ta strona będzie miejscem w Internecie w którym zgromadzę przynajmniej część polskiej,  gitarowej historii.
Z ciekawostek: zaopatrzyłem się w Defil Aster Rocka i Defil Aster Bassa. Te instrumenty po drobnej renowacji na pewno zagoszczą na blogu.

6 myśli na temat “Czeska Jolana, a polski DEFIL.

Dodaj własny

  1. Mam Defila Astera i Jolanę Iris. Kupiłem ją jeszcze w latach 80-tych kierując się mniej więcej taką optyką jaką tu zaprezentowałeś – że Defil to toporny wyrób stolarski, a nie lutniczy, a Jolana to socjalistyczna wprawdzie, ale wersja prawdziwego instrumentu…

    No i cóż – jeśli chodzi o drewno, to wiele w tym prawdy. Niestety Jolana nie powala elektroniką, oryginalne single są takie sobie, a brzmieniowo o jakiejś „duszy”, a zwłaszcza związkach z Telecasterem, na którym jest wzorowana, nie można nawet szepnąć.

    Defil – gryf oczywiście topór. Sam pomysł aby zrobić gryf z buka (ratowanego wklejkami z mahoniu) mógł powstać chyba tylko w PRL-u. Ale czy on jest taki niewygodny? Zależy co się gra. Grubaśny gryf całkiem dobrze sprawdza się tam gdzie trzeba „siłowej” artykulacji, podparcia ręki – przy podciąganiu, vibratach. Są zagrywki, które na prawdę łatwiej zagrać na takim grubasie niż na super-cieniutkich gryfikach, na których można sobie poplątać palce nie trafiając we właściwe miejsca… No i elektronika. Przetworniki Muzy są na prawdę wyborne. Brzmienie jakie można z nich ukręcić nie ustępuje niczym współczesnym gitarom z półki 2-4 tys. zł, mówię to z pełną odpowiedzialnością. Prawda jest taka, że grywam sobie na tym Asterze rzadko – ale jak już gram, to się zastanawiam dlaczego nie gram częściej i czy przypadkiem powodem nie jest wyłącznie fama ciągnąca się za tym sprzętem już od czasów komuny. Już wówczas fakt, że (w przeciwieństwie do Jolany) można było po prostu wejść do salonu Centrali Handli Przemysłu Muzycznego i kupić gitarę „z półki” – odbierał tej marce wiarygodność i skazywał ją na taką właśnie opinię jak tu zaprezentowana. W dużej mierze to opinia zasłużona, mam też akustyka Defila, którego można traktować wyłącznie jako materiał dekoracyjny… Ale na sam koniec z tego wszystkiego nie wychodzi mi jakaś specjalna przewaga posiadanej przeze mnie Jolany. Brzdąkam na niej „na sucho” bo ładnie się odzywa (dzięki wycięciu robiącemu za komorę rezonansową?). Ale jak mam podpiąć do wzmacniacza – zdecydowanie wolę Defila!

    No i poza tym – jest czerwony 😉

  2. Ja posiadam gitarę basową Jolana Disco bass. Wie ktoś jak odczytać rok produkcji z numeru seryjnego ? Na moim basie jest numer 0655. Z góry dziękuję za pomoc.

  3. Mam diamand bass ktora przelezala na strychu prawie 30 lat chce ja poddac renowacji ale kto vos takiego robi mieszkam w woj mazowieckim czy ktos wie jaki zaklad moze to zrobic

  4. ochy i achy na jolanami..oczywiście każdy może lubić co chce. Aktualnie po małej przygdozidzie z Defilami jestem zdania, że mozna je łatwo dostosowac do grania: odchudzając gryf, nabijając nowe progi, wstawiajac pręt..trochę wyobraźni. Defil był masową produkcją a nie lutierską.. aktualnie kupujemy yamahę f310 i też jest do poprawki. a kto powinien robić poprawki? sklep, w którym się sprzedaje. kiedyś też pojęcie lutier nie było obce i mozna było iśc do lutnika o pomoc…

Skomentuj Anonim Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O polskich gitarach i nie tylko. Od 2015 roku. Dla Was.



Polish Love Blog - Mateusz Bącik. ©2021

Up ↑